Trochę o zwykłym ale nie całkiem szarym życiu!
niedziela, 15 marca 2009
bookworm
Błyskawiczny Ubik ma wszystkie walory świeżo parzonej kawy z ekspresu. Twój mąż powie: „Ależ kochanie, dotąd uważałem, że robisz kawę taką sobie, ale teraz – bomba!”. Nieszkodliwy przy użyciu według instrukcji.
sobota, 07 marca 2009
sommelier
"Tryb jego życia, które poświęcił głównie na degustację produktów światowych gorzelni, sprawił, że Avenger był najlepszy w swojej branży i nie nadawał siedo niczego innego. Nie był wszakże jakimś zwykłym pijakiem. Stan zamroczenia alkoholowego podniósł do rangi swoistej sztuki..."
 
Frederick Forsyth "Czwarty protokół" remixed by Avenger
czwartek, 04 września 2008
Wpis 3 "Urlop"
Usiadł na mokrym piasku przy skraju plaży. Wsłuchiwał się w szum fal. Oczami błądził po horyzoncie który mienił się bladoróżowym kolorem. Słońca nie było widać już od dobrych kilkudziesięciu minut. Ta poświata wprawiała Subiekta w zadumę. Naprzeciw Niego morski bezkres, wokół Niego samotność i pustka, od samego  początku  pokochał ten stan. Wspaniałe sam na sam z białymi bałwanami dziko pędzącymi na grzbietach fal. Ten szum, ten nieustanny hałas który  wydobywał się z morskiej czeluści o dziwo nie irytował Go, a wręcz przeciwnie to właśnie szum morza sprawiał że czuł się spokojny, bezpieczny, odprężony jak nigdy. Ten dźwięk usypiał jego zmysły. Subiekt stawał sie bezbronny jednak nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.

- Nad czym tak rozmyślasz – spytała znienacka Ona jednocześnie moszcząc sobie w piachu miejsce do siedzenia.


- Ech, wiesz chyba dzięki Wam pokochałem morze – rzekł bez większego zaangażowanie, jakby od niechcenia, nie do końca przekonany z wagi swoich słów.


- Nie wierzę w to co mówisz. Jeśli to prawda to jest mi niezwykle miło. Ty człowiek gór, samotny wędrowiec na pustym zamglonym szlaku otworzyłeś swoje serce na morze? Na to co dla Ciebie od lat jest nudne, przewidywalne i takie samo?


- Spójrz na te gwiazdy, w górach oglądałem je setki razy, były daleko, milczały gdzieś z dala spoglądały na mnie. Jedynie swym blaskiem wskazywały drogę. A tu… Wsłuchaj się. Szum. W tym na pozór hałasie można usłyszeć że one mówią nieustannie, nieprzerwanie. Mają miliony historii do opowiedzenia. To sprawia że za każdym razem kiedy usiądę tu na skraju plaży mogę zamślić się, posłuchać innej opowieści. To zupełnie inne doświadczenie niż to znane mi z górskich szlaków. Czy lepsze nie wiem. Jedyne w swoim rodzaju. Tego jestem pewien.


Uśmiechnęła się do niego życzliwie  jak nigdy przedtem. Wstała otrzepała się z piachu.

- Wstawaj, musimy jechać. – z żalem wypowiedziała te słowa.

Oderwał wzrok od gwiazd, rozejrzał się dookoła. Spojrzenie zatrzymał na jej znikającej sylwetce. Uśmiechnął się w duchu. Wstał, otrzepał spodnie z piachu, ruszył w tę samą stronę co Ona.

niedziela, 10 sierpnia 2008
wpis 2
Sześć dni do urlopu.
Godzina 24.00 Subiekt zaczął dziś wyjątkowo późno sporządzać swoje notatki, obliczenia, plany. Warsztat wieczornej pracy składał się ze stosów papierów zapisanych przeróżnymi cyferkami, formułami. Wśród liczbowych zapisków gdzieniegdzie błąkały się krótkie komentarze słowne. Jak co wieczór pracy towarzyszyło wino. Dziś tego boskiego trunku Subiekt pozwolił sobie nadużyć do tego stopnia że wszystkie te zapisane kartki papieru, wszelkie obliczenia, podsumowania zlewały się w jedną całość z której nie mógł wydobyć jakiegoś głębszego sensu. Po kilku próbach skupienia się nad obowiązkami porzucił stosy papierzysk. Oparł się wygodnie w fotelu, wziął do ręki kieliszek z czerwonym winem. Zamyślił się…
Poranek był rześki, słoneczny. Mały Subiekt zawsze wstawał pierwszy tak było i tym razem. Wygramolił się ze swojego łóżka. Przemaszerował na bosaka przez sąsiedni pokuj. Znalazł się w kuchni. Stanął na środku przez chwilę zastanawiając się co by tu w ciszy i spokoju, tak by nie obudzić reszty zrobić. Usłyszał trzask zamykających się drzwi werandy. Już wiedział. Z kuchni przez przedpokój dostał się na werandę, stamtąd prosto przed dom. Powiew Świerzego górskiego powietrza zmył z powiek resztki snu. Po prawej stroni od drzwi leżała puszka z jedzeniem dla kota, na wprost Małego subiekta znajdowała się stodoła z przybudówką zaadoptowaną na stajnię. Tuż obok niego po lewej stronie mieściła się szopa z górą porąbanego drewna. Mały Subiekt zrobił dwa kroki naprzód. Zza studni wybiegł kot. Nie zwracając uwagi na Małego chłopca pobiegł do puszki z żarciem. Młody Subiekt przez chwilę wsłuchiwał sie z dziecięcym zaciekawieniem w mlaskanie czworonoga następnie skierował się ku ławce. Usiadł. Obserwował kilka chmurek, które leniwie przemieszczały się na niebie. Z chłopięcych rozmyślań wyrwał Młodego Subiekta trzask zamykających się drzwi stajni. Niski, starszy, nieco przygarbiony z cerą pomarszczoną przez słońce mężczyzna wyszedł z wiaderkiem pełnym mleka. Na ustach Młodego Subiekta pojawił się uśmiech. Dziadek wydoił krowy. Mały Chłopiec podbiegł do leciwego mężczyzny Ten odlał z wiaderka szklankę śnieżnobiałego napoju i podał chłopcu. Nie ma nic wspanialszego jak świeże mleko podane przez osobę którą nade wszystko się podziwia. Młody Subiekt Zaczął pić łapczywie.

Ocknął się z kieliszkiem wina w ręce. Nie uronił ani kropli. Napój ten był dla niego tak cenny jak niegdyś kubek mleka. Zrobił większy łyk opróżniając kieliszek. Puste naczynie odstawił. Skierował się w stronę łóżka pozostawiając niedokończone obliczenia na pastwę nocy. Dziś śnić będzie o dawnych latach. Jutro dzień wolny.   
środa, 06 sierpnia 2008
wpis 1
Wieczór, w zasadzie noc. Rolety w kolorze delikatnie beżowym zakrywały dopiero co wymienione okna. Subiekt siedział odwrócony tyłem do okien przy swoim biurku. Coś notował.
Od czasu do czasu sączył z kieliszka czerwone wino. Kupaż szczepów Cabernet Sauvignon i Shiraz drażnił Jego podniebienie nieco kwaskowatym, cierpkim smakiem jednocześnie pozostawiając aromat dojrzałych czerwonych owoców z bardzo wyczuwalną nutą pieprzu. Tej ostrości nadawał Shiraz, szczep nieco nieprzewidywalny, „dziki” jak mawiała Jego Nauczycielka. Owocowa nuta oraz kwasowość była dziełem szczepu Cabernet Sauvignon – to król czerwonych odmian. Wino niespokojne, nieprzewidywalne coś jednak Subiekta w nim urzekło, a to przecież ich pierwsze spotkanie, pewnie też ostatnie. Subiekt nigdy nie pijał dwa razy tego samego wina. Zwykł mawiać „Picie, a w zasadzie degustowanie wina powinno być przygodą niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju, a powtarzalność zabija tę przygodę”
Noc była chłodna jak na środek lipca, sen nie przychodził. Bezsenność próbował zabić rozmyślaniem nad jutrzejszym dniem. Sklep funkcjonował wyjątkowo dobrze ja na sezon urlopowy mimo to sytuacja w firmie stała się nieco napięta. Nauczycielka Jego postanowiła zmienić branżę co wiązało się z pozostawienie sklepu na głowie Subiekta. To była chyba główna przyczyna bezsenności, a może ważniejsze było to że Ojciec Subiekta trafił dwa dni temu do szpitala. Przypadłość ta co przed laty. Niby nic poważnego ale jedna wystarczająco by zmieść sen z powiek. Subiekt miał ciężki i burzliwy okres w życiu co wywołało ogólną niechęć do świata.
Nie, nie broń boże nie myślał o samobójstwie czy innych podobnych drastycznych rozwiązaniach po prostu czuł, wiedział.
Czas wziąć sprawy w swoje ręce. Pora zacząć kierować swoim życiem.
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze